Biało niebiesko wakacyjnie skejtersko

Dziś jestem ostatni dzień w Mola di Bari. Spędziłąm tu tydzień. Lubie to miasteczko, szczególnie linie brzegową z portem rybnym. Momo, że nie kocham zapachu ryb,  tak tu jest jakoś znośnie 🙂 Przy samym porcie jest targ, gdzie codziennie można kupić swieżutko wytargany z morza towar. Oczywiście nie w czasie sjesty:) Z powodu moich preferencji żywieniowych nie odważyłam się wejs do środka ale juz  z zewnątrz “czuć klimacik”.

Znalazłam tu też otwarty do godziny 16. restaurant z lokalną kuchnią. To naprawdę wyczyn, otwarta w tych godzinach knajpka z jedzeniem. Uwielbiam też kelnera, który wydaje się na pierwszy rzut gruboskórny, ale jest kochany, profesjonalny, symatyczny i troche cyniczny 🙂 placimy oczywiście u szefa, który dumnie zbiera kasę w mirtokąciku miedzy salami i kuchnią.

I jak zwykle o jezeniu, jak to we włoszech :))  Super połaczeniem jedzenia i skate knajpki jest RAW bar, na samym rynku Mola. Skejterska knajpka, piękne trasy rowerowe wzdłuż morza, skate park bardzo mnie skusiły. Nie mam tu deski i  bardzo zaczynam tesknić do poodbijania się. Już sam rynek gdzie znajduje się Raw jest równiuteńki i idealny do jazdy. Samo miasto jest najbardziej jasne, z oddechem i przestrzenia (oczywiście jak na poludniowe miasteczko) ze wszystkich jakie tu udało mi się zwiedzić. W połączeniu z niesamowitym błękitem morza i nieba, te jasne budynki i uliczki wygladaja tak nadmorsko, jak tylko można sobie wyobrazić.

Ja, jak zwykle ja- uwielbiam przygladać się ludziom, a tu jest co oglądać. Oprócz normalsów jest tu caaała masa malowniczo wyglądających włochow, iście wyjętych z The Rolling Stone z lat 90, albo dziadeczków w swoich malutkich stareńkich fiacikach a miedzy nimi skejciki w moim wieku. Ach.

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Search